Jak to było na początku :-)

Wszystko zaczęło się 8 kwietnia, kiedy test ciążowy pokazał upragnione dwie kreski. Była wielka radość i zarazem niedowierzanie. Szybko umówiłam się do lekarza i wszystko stało się jasne : Będziemy mieli dziecko.
Rozpoczęłam regularne wizyty u lekarza, comiesięczne USG i stosowałam się do wszystkich zaleceń pani doktor. Po każdej wizycie słyszałam, że moja ciąża przebiega prawidłowo. W sierpniu poszliśmy na badanie USG 3D i wtedy  pierwszy raz usłyszeliśmy bicie serduszka naszego dziecka a pan doktor powiedział, że będzie to “zdrowy” chłopczyk .  Cała rodzina cieszyła się i z niecierpliwością czekała na narodziny małego Frania. Całą ciąże wyobrażałam sobie Frania jako ślicznego, mądrego, wesołego i zdrowego chłopczyka.
Nadszedł ten najwspanialszy a zarazem jeden z najtrudniejszych dni w naszym życiu: narodziny naszego największego skarbu na świecie. 25 Listopada rano pojechaliśmy do szpitala i po kilku godzinach lekarz zalecił cięcie cesarskie z powodu zanikającego tętna . Mnóstwo zamieszania, dużo pytań i szybka operacja  - Franio jest na świecie. Cieszyłam się i nie mogłam się doczekać kiedy będę mogła go przytulić, po jakimś czasie przyszła pani doktor pokazała mi Frania i powiedziała. że ma rozszczep kręgosłupa  i brak skóry na pleckach. To był dla mnie szok, przecież nie tak miało być. Potem przyszedł chirurg dziecięcy i starał się nam wyjaśnić  z jaką wadą urodziło się nasze dziecko, z czym się to wiąże i co nas czeka w najbliższym czasie. Jeszcze tego samego dnia Franio został przewieziony do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. Tam zaraz po przywiezieniu trafił na sale operacyjną i przeszedł pierwszą operację – plastykę przepukliny na odcinku piersiowo-lędzwiowym. Leżąc na OIOM-ie jego stan ogólny się pogorszył (duże spadki saturacji) i po konsultacji kardiologicznej stwierdzono cechy nadciśnienia płucnego. Został zaintubowany i podłączony do wentylacji mechanicznej. W siódmej dobie, ze względu na tworzące się wodogłowie implantowano zastawkę komorowo-otrzewnową, która odprowadza nadmiar płynu mózgowo-rdzeniowego z komór mózgowych do otrzewnej.  Konsekwencją przepukliny oponowo-rdzeniowej u Frania jest porażenie wiotkie kończyn dolnych,  wodogłowie, pęcherz neurogenny i porażony zwieracza odbytu. Przez pierwsze trzy tygodnie, kiedy Franio był na OIOM-ie, jeździliśmy do niego co drugi dzień i mogliśmy z nim być tylko przez  godzinę. Ciężko było wracać do pustego domu zostawiając Frania w Szpitalu. Był to dla nas trudny czas ale w końcu 15 grudnia wypisano nas do domu. Wreszcie byliśmy wszyscy razem. Przygotowywaliśmy się do Chrzcin i w Boże Narodzenie Franio został przyjęty do grona Dzieci Bożych. Nasza radość nie trwała długo, bo wyniki moczu niestety były bardzo złe i 28 grudnia znowu trafiliśmy do szpitala z zakażeniem dróg moczowych i spędziliśmy tam 2 tygodnie. Po wyjściu ze szpitala rozpoczęliśmy rehabilitację aby zachować ruchomość stawów i zapobiec przykurczom. Czytałam na różnych stronach  o tym co nas w życiu czeka i byłam coraz bardziej przerażona. Dzięki wsparciu naszych przyjaciół i rodziny powoli akceptowaliśmy sytuację w jakiej się znaleźliśmy.  Wiedzieliśmy , że dziecko wywróci nasze życie do góry nogami i byliśmy na to przygotowani ale nie spodziewaliśmy się, że do tego stopnia. Nasz mały Królewicz pomimo swojej niepełnosprawności jest PEŁNOSPRYTNYM i pogodnym chłopcem.

Wszystko zaczęło się 8 kwietnia, kiedy test ciążowy pokazał upragnione dwie kreski. Była wielka radość i zarazem niedowierzanie. Szybko umówiłam się do lekarza i wszystko stało się jasne : Będziemy mieli dziecko.

Rozpoczęłam regularne wizyty u lekarza, comiesięczne USG i stosowałam się do wszystkich zaleceń pani doktor. Po każdej wizycie słyszałam, że moja ciąża przebiega prawidłowo. W sierpniu poszliśmy na badanie USG 3D i wtedy  pierwszy raz usłyszeliśmy bicie serduszka naszego dziecka a pan doktor powiedział, że będzie to “zdrowy” chłopczyk .  Cała rodzina cieszyła się i z niecierpliwością czekała na narodziny małego Frania. Całą ciąże wyobrażałam sobie Frania jako ślicznego, mądrego, wesołego i zdrowego chłopczyka.

Nadszedł ten najwspanialszy a zarazem jeden z najtrudniejszych dni w naszym życiu: narodziny naszego największego skarbu na świecie. 25 Listopada rano pojechaliśmy do szpitala i po kilku godzinach lekarz zalecił cięcie cesarskie z powodu zanikającego tętna . Mnóstwo zamieszania, dużo pytań i szybka operacja  - Franio jest na świecie. Cieszyłam się i nie mogłam się doczekać kiedy będę mogła go przytulić, po jakimś czasie przyszła pani doktor pokazała mi Frania i powiedziała. że ma rozszczep kręgosłupa  i brak skóry na pleckach. To był dla mnie szok, przecież nie tak miało być. Potem przyszedł chirurg dziecięcy i starał się nam wyjaśnić  z jaką wadą urodziło się nasze dziecko, z czym się to wiąże i co nas czeka w najbliższym czasie. Jeszcze tego samego dnia Franio został przewieziony do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. Tam zaraz po przywiezieniu trafił na sale operacyjną i przeszedł pierwszą operację – plastykę przepukliny na odcinku piersiowo-lędzwiowym. Leżąc na OIOM-ie jego stan ogólny się pogorszył (duże spadki saturacji) i po konsultacji kardiologicznej stwierdzono cechy nadciśnienia płucnego. Został zaintubowany i podłączony do wentylacji mechanicznej. W siódmej dobie, ze względu na tworzące się wodogłowie implantowano zastawkę komorowo-otrzewnową, która odprowadza nadmiar płynu mózgowo-rdzeniowego z komór mózgowych do otrzewnej.  Konsekwencją przepukliny oponowo-rdzeniowej u Frania jest porażenie wiotkie kończyn dolnych,  wodogłowie, pęcherz neurogenny i porażony zwieracza odbytu. Przez pierwsze trzy tygodnie, kiedy Franio był na OIOM-ie, jeździliśmy do niego co drugi dzień i mogliśmy z nim być tylko przez  godzinę. Ciężko było wracać do pustego domu zostawiając Frania w Szpitalu. Był to dla nas trudny czas ale w końcu 15 grudnia wypisano nas do domu. Wreszcie byliśmy wszyscy razem. Przygotowywaliśmy się do Chrzcin i w Boże Narodzenie Franio został przyjęty do grona Dzieci Bożych. Nasza radość nie trwała długo, bo wyniki moczu niestety były bardzo złe i 28 grudnia znowu trafiliśmy do szpitala z zakażeniem dróg moczowych i spędziliśmy tam 2 tygodnie. Po wyjściu ze szpitala rozpoczęliśmy rehabilitację aby zachować ruchomość stawów i zapobiec przykurczom. Czytałam na różnych stronach  o tym co nas w życiu czeka i byłam coraz bardziej przerażona. Dzięki wsparciu naszych przyjaciół i rodziny powoli akceptowaliśmy sytuację w jakiej się znaleźliśmy.  Wiedzieliśmy , że dziecko wywróci nasze życie do góry nogami i byliśmy na to przygotowani ale nie spodziewaliśmy się, że do tego stopnia. Nasz mały Królewicz pomimo swojej niepełnosprawności jest PEŁNOSPRYTNYM i pogodnym chłopcem.

 

Róża i Sławek